sobota, 9 maja 2020

Szósty

Niczego nieświadomy tonąłeś w szczelnym uścisku blondynki, a twoja głowa ulokowana była w zagłębieniu jej szyi. Twoje dłonie natomiast obejmowały kurczowo jej plecy, podczas gdy jej głowa wsparta była o twoją klatkę piersiową. Temperatura jej ciała stykającego się z twoim spowodowała, że zalała cię fala gorąca, która skutecznie wyrwała cię ze snu. Powoli zadarłeś powieki ku górze, a twoje uszy otulił pełen ciepła, z nutką podekscytowana głos należący do kobiety, która od zawsze była obecna w twoim życiu:
- Marek, choć no zobacz!
- Czego się tak drzesz kobieto?-w progu pomieszczenia stawił się były siatkarz. 
-Wygląda na to, że twój syn owocnie wykorzystał naszą nieobecność w domu.-skwitowała nauczycielka.
-A twój to już nie?- mruknąłeś, uwalniając się z objęć Amerykanki i wznosząc się za pomocą łokci nad materac. 
-Mój to jest Janek i tylko do niego się przyznaje, bo mądre dziecko mi wyszło.-oświadczyła z powagą pani Fornal.
-Zapamiętam.- skinąłeś głową.- Jak zdobędę medal to nie przychodź mi się rzucać na szyję.-mruknąłeś pod nosem. 
-Oj, no przecież żartuję, synku.- posłała ci ciepły uśmiech kobieta. – Za dwie minuty widzę cię na dole i lepiej przygotuj sobie dobre wyjaśnienia.-rzuciła stanowczo, wymownie spoglądając na ciebie i spoczywającą obok dziewczynę.
Przewróciłeś jedynie oczami, uznając, że szkoda komentować postawę twojej matki. Twój ojciec także zaszczycił cię znaczącym spojrzeniem, a ty pokręciłeś przecząco głową, odrzucając możliwość spełnienia się jednego z scenariuszy, jaki przewinął mu się przez myśli. Po tym owa dwójka zamknęła za sobą drzwi pokoju McKazie. Ulokowałeś siwo błękitne tęczówki w twarzy blondynki, która korzystając ze zmiany twojej pozycji rozwaliła się na materacu i przyłożyła policzek do śnieżnobiałej poduszki, uśmiechając się nikle pod nosem. Ostrożnie wydostałeś się z pod pierzyny i poderwałeś  z materaca, naciągając na siebie porzuconą wczorajszego wieczoru koszulkę. Przymknąłeś za sobą drzwi i pokonałeś schody, stawiając się w kuchni. 
-Słyszałam, że ktoś wczoraj korzystał z mojego ekspresu. –zasugerowała twoje przewinienie blondynka. 
Zamrugałeś zdziwiony kilkukrotnie, bowiem byłeś przekonany, że Rachel cię nie wyda. Widocznie postąpiła inaczej niż się spodziewałeś. Zacisnąłeś dłonie w pięści i zadarłeś głowę ku górze, przyozdabiając usta w delikatny uśmiech. 
-Przecież Rachel cały czas go używa, więc raz chyba się skusić mogłem, prawda? –powiedziałeś łagodnym tonem głosu, po mimo, że irytowało cię cholernie to, że obca osoba korzystała ze sprzętu twojej rodzicielki, a ty właśnie dostałeś za to ochrzan. 
-Niech ci będzie, Tomasz.-machnęła ręką wuefistka.- Kawy?
-Jeszcze pytasz.- mruknąłeś pod nosem. 
Kobieta postawiła przed tobą wysoką szklankę wypełnioną trójwarstwowym napojem. Spojrzałeś na nią niepewnie, bowiem nie rozumiałeś czego nagle uraczyła cię produktem z ekspresu. Być może była to jedna z jej zagrywek, kiedy chciała wyciągnąć z ciebie prawdę. Kolistymi ruchami mieszałeś łyżeczką parująca ciecz, znosząc wypalające w tobie dziurę spojrzenie błękitnych tęczówek. 
-Mamo, to nie tak jak myślisz.-westchnąłeś. 
-Ty bez koszulki, ona, jedno łóżko …-wyliczała.- Tomek, czy ty robisz ze mnie idiotkę?-wydała z siebie ściszony pisk.
-Przecież wiesz, że jej nie cierpię.-przewróciłeś jedynie oczami.- Nie przeleciałbym jej w życiu!- zawyłeś, krzywiąc się na twarzy.- To dzieciak!
-Skoro tak to co robiłeś w jej pokoju i jej łóżku?-wsparła głowę na splecionych dłoniach i zamrugała kilkukrotnie, nie spuszczając wzroku z twojej twarzy. 
-Rachel bała się burzy, a ja postanowiłem się nad nią zlitować i zaproponowałem, że mogę z nią spać, jeśli to jej pomoże i się uspokoi.-wyjaśniłeś, wzruszając ramionami.- Uwierz mi, nie jestem takim dupkiem jak myślisz.-prychnąłeś i poderwałeś się od stołu. 
Pośpiesznie sięgnąłeś po resztki sałatki schowanej w lodówce i zrezygnowałeś z towarzystwa rodziców podczas posiłku, wbiegając po schodach na piętro. Po drodze minąłeś zaspaną dziewczynę, która rzuciła ci pytające spojrzenie, gdy napotkała twój pochmurny wzrok. Policzenie się z jej osobą odnośnie wydania cię przed matką zostawiłeś sobie na później. Mocno uderzyłeś drzwiami o ich futrynę, aby dać wyraz swojego niezadowolenia dotyczącego postawy twojej rodzicielki względem ciebie i opadłeś na łóżko, wzdychając głośno. Jeden raz zrobiłeś coś dobrego, zaskakującego nawet dla ciebie, a oberwałeś od jednej z najbliższych ci osób. W ich oczach już zawsze będziesz tym aroganckim, zbuntowanym chłopakiem, a właściwie już mężczyzną. Oparłeś się plecami o ścianę, odczuwając jej chłód na własnej skórze i zabrałeś się za spożywanie swojego śniadania. Gdy dopijałeś Latte do twoich uszu dotarło delikatne pukanie. Zadarłeś głowę i ujrzałeś przed sobą blondyna. Mimowolnie uśmiechnąłeś się pod nosem i poklepałeś wolne obok siebie miejsce na łóżku. 
-Słyszałem o tym co się wydarzyło w nocy.- zasugerował ci, poruszając wymownie brwiami.- Wiedziałem, że nie przejdziesz wobec niej obojętnie.-mruknął zadowolony.
-O czym ty do cholery mówisz, Johny?-zmarszczyłeś zdezorientowany brwi.- Chciałem jej tylko oszczędzić nerwów podczas burzy.
-Od tego się zaczyna, a później chcesz ją chronić przed wszystkimi innymi facetami, złem całego świata i nawet nie wiesz kiedy jej zapach staje się dla ciebie narkotykiem, bez którego wdychania nie potrafisz funkcjonować.-wypowiedział łagodnym tonem głosu, uśmiechając się pod nosem.
-Uznam, że to pierdolenie to skutki uboczne przebywania z Ewą tyle czasu.- skwitowałeś, patrząc na niego z dezaprobatą. 
***
Oszczędziłeś Rachel odnośnie policzenia się za na kablowanie pani domu, ale dziś nadarzyła się świetna okazja ku temu. Na palcach opuściłeś swoje lokum i wślizgnąłeś się do łazienki. Omiotłeś przelotnym wzrokiem wszystkie półki znajdujące się w pomieszczeniu i z cwanym uśmiechem pod nosem sięgnąłeś po miętową kosmetyczkę spoczywającą na przymocowanej pod lustrem półce.  Po chwili szperania odnalazłeś w niej opakowanie z zawartością podkładu. Wsunąłeś go do kieszeni spodni i po wykonaniu swojego obmyślonego wczorajszego wieczoru planu skonsultowałeś się ze swoim lekarzem prowadzącym, aby ustalić kilka ważnych spraw. Na efekty swoich działań nie musiałeś długo oczekiwać. 
-Fornal, gdzie jest mój podkład?!- wydarła się na całe gardło rozwścieczona blondynka, która zjawiła się naprzeciwko ciebie w salonie, gdy oglądałeś telewizję.
-Poczekaj, niech sobie przypomnę.-potarłeś palcami brodę, udając myślenie.- Chyba widziałem jak kot sąsiadów bawił się takim jasnym opakowaniem. –odparłeś ze stoickim spokojem. –To Twoje?
-Zabiję cię.-warknęła, mierząc cię morderczym wzrokiem.
-Szach mat.-wypowiedziałeś z satysfakcją.- To za doniesienie na mnie z ekspresem.-zaprezentowałeś jej triumfalny uśmiech. 
-Jeszcze się policzymy.- pogroziła ci palcem. 

Zaniosłeś się głośnym śmiechem.  Rachel McKazie nie była ikoną niebezpieczeństwa i grozy, dlatego też totalnie rozbawiły się jej słowa, które wypowiedziała niezwykle pewnym tonem głosu. Nie obawiałeś się jej nawet w minimalnym stopniu. Była dzieckiem, który panoszył się po twoim domu, nie obiektem siejącym strach. 


~*~
Witam, witam! ^^
Punktualnie zjawiam się z nowym odcinkiem losów rodziny Fornalów i Rachel. Tomek oberwał za swoje dość dobre zachowanie względem Amerykanki i oto znowu mamy spiny :P U nich spokojnie być nie może :D Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie, a na razie zostawiam Was z tą częścią i życzę miłego dzionka! ;* Do zobaczenia za tydzień!

piątek, 1 maja 2020

Piąty

Maj
Prychnąłeś pod nosem na widok blondynki, która wcisnęła guzik na ekspresie twojej rodzicielki, wybierając swój ulubiony a zarazem i ten ubóstwiany także przez ciebie rodzaj kawy. Twoja matka nigdy nie pozwalała ci korzystać z usług maszyny otrzymanej od Janka na święta Bożego Narodzenia, tymczasem obecna od kilku miesięcy w twoim domu licealistka czyniła to notorycznie i to ze zgodą uzyskaną od starszej kobiety. Mimo, że Amerykanka pałętała się pomiędzy tobą, twoim bratem i rodzicami już osiem miesięcy to nadal jej widok niezmiernie cię drażnił. Woń waniliowego Latte otuliła parter domu, powodując, że i ty miałeś ochotę wyposażyć się w pobudzający napój. Dziewczyna rozsiadła się na kanapie w salonie, układając na kolanach książkę i zatapiając wargi w parującej cieczy. Westchnąłeś głęboko, przenosząc wzrok na sylwetkę nauczycielki, która dołączyła do ciebie w kuchni i swoją wielką torbę położyła na blacie stołu. To mogło zwiastować tylko jedno. Dorota i Marek zamierzali opuścić domowy azyl, a ta informacja niekoniecznie przypadła ci do gustu po tym jak domowe zacisze porzucił Janek, który zdecydował się odwiedzić swoją ukochaną w Radomiu. Blondynka krzątała się po pomieszczeniu, uzupełniając torbę butelkami wody oraz soków, a także owocami posiekanymi na kawałki w plastikowych pojemnikach. Wpakowała do niej jeszcze kilka rzeczy, a ty zaintrygowany wbiłeś spojrzenie w jej pogodną twarz, unosząc pytająco brew.
-Nie patrz tak na mnie.-skarciła cię, zasuwając torebkę.- To twój ojciec coś wymyślił. Zachciało mu się powrotu do nastoletnich lat i chyba zabiera mnie na jakiś piknik czy coś w tym rodzaju.-wytłumaczyła. 
-Kobiecie nie dogodzisz.-mruknąłeś.- Stara się chłop to źle, nie stara tez źle. –zaśmiałeś się.
-Cichaj tam, Tomuś.- rzuciła, na co zachichotałeś.- Mam nadzieję, że się nie pozabijacie.-rzekła kobieta, spoglądając wymownie na ciebie i Amerykankę. 
-Mam przed sobą świetliste lata grania. Nie będę marnował swojej szansy we więzieniu.-powiedziałeś sarkastycznie.  
-Synku.-przewróciła oczami.-Kocham cię.- musnęła ustami twoje czoło i przytuliła cię przelotnie.
-Ja ciebie też mamo.-odparłeś z nikłym uśmiechem. – Dobrej zabawy! 
-Spakowałaś się, Doris? Jedziemy tam na całą majówkę.-oświadczył wyłaniający się z sypialni mężczyzna.
-Nie ma opcji, Marek.-pokręciła stanowczo głową blondynka.- Nigdzie mnie nie wyciągniesz na więcej niż 24 godziny, gdy oni są tylko we dwoje w domu.- zaparła się.
Były siatkarz zaśmiał się pod nosem, ale nie podważał decyzji swojej żony. Ty natomiast zmierzyłeś ją wzrokiem pełnym politowania i westchnąłeś, gdy drzwi za rodzicami się zatrzasnęły. Rzuciłeś okiem na nastolatkę popijającą kawę i uległeś pokusie. Powędrowałeś do ekspresu i po chwili twoje nozdrza otuliła aromatyczna, ale zarazem delikatna woń nutki wanilii. Przymknąłeś powieki i zaciągnąłeś się nią, po czym zamoczyłeś usta w gorącym napoju. Wbiłeś wzrok w krajobraz rozciągający się za taflą szkła i poddałeś się chwili refleksji. 
-Ktoś tutaj zlekceważył wolę swojej mamy.-mruknęła blondynka z salonu, wyrywając cię z zamyślenia.
-Ciebie to nie powinno obchodzić, gówniaro.-prychnąłeś, upijając łyk kawy.
-Przykro by było, gdyby się o tym dowiedziała.-uśmiechnęła się cwanie. 
-Nie zrobisz tego.-przeszyłeś ją intensywnym spojrzeniem. 
-Tego nie możesz być pewien.-wzruszyła ramionami. 
Odstawiłeś opróżnioną szklankę do zmywarki i chwyciłeś w dłoń jabłko, w które wgryzając się opuściłeś pomieszczenie. Rachel działała ci na nerwy i nie zamierzałeś tego znosić przez najbliższe godziny. Gdyby nie to, że twoje relacje z Michałem nieco się oziębiły po pamiętnej sytuacji zapewne spacerowałbyś po radomskich ulicach w jego towarzystwie i rozkoszował się piękną pogodą. Pozbawiony koszulki zameldowałeś się na balkonie dołączonym do twojego lokum i przymknąłeś powieki, wyciągając się na wiklinowym fotelu. Promienie majowego słońca przyjemnie muskały twoją skórę, a lekki wiatr targał twoimi przydługimi już włosami. Błogość otuliła twoje ciało i umysł. Byłeś bliski odpłynięcia do krainy Morfeusza, jednak potężny grzmot sprawił, że poderwałeś się z miejsca zaskoczony. Do twoich uszu dotarł natomiast przeraźliwy, dziewczęcy krzyk. Zaśmiałeś się pod nosem, bowiem mógł on należeć do tylko jednej osoby. Stawiłeś się w kuchni, aby ugasić pragnienie jakie przyniosło ze sobą długodystansowe przebywanie na dworze. Wypełniłeś szklankę przeźroczystą cieczą i wrzuciłeś do niej kilka kostek lodu, obserwując jak McKazie poddenerwowana przemierza długość salonu. W tym samym czasie odnotowałeś błyskawice rozjaśniającą niebo i potężny huk. 
-Boisz się burzy?- zagaiłeś, opierając się biodrami o kuchenny blat.
-Tak.- szepnęła, nie odrywając wzroku od okna. 
-Poważnie?- parsknąłeś, zanosząc się cichym śmiechem. 
-Co cię tak bawi, Fornal?-warknęła, cisnąć w ciebie wrogim spojrzeniem. 
Wtem jej stalowe tęczówki zaszczyciły swoją uwagą twój  wciąż nagi, umięśniony tors. Mogłeś przysiąc, że przez moment jej oczy rozbłysnęły z podekscytowania na widok zarysów twoich mięśni. Zagryzła dolną wargę, spuszczając głowę. Zapewne poczuła się jak dziecko przyłapane na nieodpowiednim zachowaniu lub po prostu się zawstydziła. Prychnąłeś pod nosem. Mogła pomarzyć o twoim ciele. Nigdy nie będzie miała go na wyłączność. Nigdy w życiu nie pozwoliłbyś jej go dotknąć. Zamoczyłeś usta w chłodnej cieczy, dopijając ją do dna i z telefonem w dłoni powędrowałeś do swojego pokoju. Dopiero teraz ubolewałeś nad brakiem obecności Janka, bowiem naprawdę nie wiedziałeś co ze sobą począć. Dotychczas to on wymyślał dla waszej dwójki zajęcie i nigdy nie ukrywał, że naprawdę lubił spędzać czas w twoim towarzystwie, po mimo, że czasami zgrzytało pomiędzy wami i to głównie z powodu twojego ciężkiego charakteru.

***

Odgarnąłeś opadające na czoło ciemne kosmyki i powróciłeś do krojenia składników na sałatkę, którą zdecydowałeś się przygotować na kolacje. Zerknąłeś przez ramie na towarzyszącą ci w kuchni licealistkę, która postawiła na kolacje w postaci tostów. Wrzącym strumieniem zalewała właśnie miętowy kubek, kiedy otulające dom ciemne niebo rozjaśniła potężnych rozmiarów błyskawica. Po chwili rozległ się donośny grzmot, a z jej gardła wydobył się pisk, bowiem totalnie się tego nie spodziewała. Zadrżała. Upuściła elektryczny czajnik, a ty mimowolnie uśmiechnąłeś się pod nosem. Satysfakcje sprawiało ci oglądanie jej w tym innym niż błogi stan obliczu. Była w pełni przerażona i bezczynna wobec swojego lęku. Miałeś już dość jej cukierkowego oblicza, o którym dyskutowała twoja rodzicielka z ojcem najczęściej w kuchni podczas posiłków, zachwycając się postawą Amerykanki, pogodą ducha jaka od niej emanowała. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową nad jej zachowaniem i porzuciłeś na chwilę siekanie. Podałeś jej mopa, a sam podniosłeś z podłogi sprzęt i otarłeś wilgotne miejsce na kuchennej szafce. Dziewczyna żwawo pozbyła się mokrej plamy z podłogi i po chwili spoczywała naprzeciw ciebie przy kuchennym stole, spożywając posiłek. Tymczasem za oknem rozpętało się prawdziwe pobojowisko. Krople deszczu obijały się z dużą siłą o szyby, tworząc niezidentyfikowane ścieżki ruchu, a jego ilość mogła zadziwić. Drzewami targał potężny wiatr, kołysząc gwałtownie ich koronami w prawo czy w lewo, a niebo co rusz jaśniało od piorunów. Rachel w ciszy wpatrywała się w talerz z porcją jedzenia, przełykając je nerwowo. Siedziała jak na szpilkach, zerkając co jakiś czas na żywioł za taflą szkła, który zawładnął twoim rodzinnym miastem. 
-Wiem, że chcesz ze mną spać.- wypowiedziałeś pewnie, wspierając się biodrami o futrynę drzwi,  gdy znalazłeś się z dziewczyną na piętrze, gdzie usytuowane były  wasze pokoje. 
-Pff, nie?- rzekła dziewczyna, mierząc cię zażenowanym wzrokiem.- Na głowę nie upadłam.-mruknęła pod nosem, ale do ciebie to doskonale dotarło, powodując cichy chichot pod nosem.
W tym właśnie momencie nad dachem domu potężnie zagrzmiało. Dziewczyna pośpiesznie zamknęła powieki pod wpływem strachu i nacisnęła na klamkę, po czym zniknęła za drzwiami. Westchnąłeś głośno, zastanawiając się jak się zachować. Może i nie przepadłeś za Amerykanką, ale nie byłeś bezuczuciowym dupkiem. Przynajmniej tak ci się wydawało, Tomaszu. Każdy posiadał swoje słabości i nie powinien w trakcie skazania przeżywania ich być sam. Uderzyłeś subtelnie knykciem o powierzchnie drzwi, a gdy usłyszałeś zezwolenie padające z ust właścicielki pokoju przekroczyłeś próg.  Blondynka spoczywająca na posłaniu uniosła brew, posyłając ci niezrozumiałe, a zarazem pytające spojrzenie, bowiem nie zawdzięczała ci częstych wizyt w swoim pokoju. Przysiadłeś na rogu jej łóżka i popatrzyłeś na jej twarz osnutą mrokiem.
-Jeżeli ci to pomoże to mogę dzisiaj z tobą spać.-oświadczyłeś, posyłając jej pokrzepiający uśmiech.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z prawdziwym Tomaszem Fornalem?-przyłożyła dłoń do ust, odgrywając teatralne zdziwienie. 
- Słuchaj, jestem synem Doroty i Marka Fornal, więc jestem porządnym człowiekiem.- zaśmiałeś się.
-Dotąd doświadczyłam czegoś innego,  a tak na poważnie to miło z twojej strony. 

Dziewczyna przystała na twoją propozycję, po czym opowiedziała ci historie, od której rozpoczął się jej paniczny lęk przed żywiołem szalejącym za oknami budynku. Ściągnąłeś z siebie koszulkę i jedynie w bokserkach wsunąłeś się pod kołdrę. Blondynka zwróciła twarz ku tobie, układając się na boku. Twoje siwo błękitne tęczówki chłonęły barwę jej oczu przez dłuższy moment. Opadłeś na plecy, wyciągając się leniwie, aby rozprostować wszystkie mięśnie. Włosy licealistki muskały subtelnie twoją nagą skórę, łaskocząc cię.  Nim się zorientowałeś a jej głowa spoczywała na twoim torsie, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w miarowym tempie. Bezbronna nie była wcale taka irytująca jak na co dzień. 
~*~
Hello ^^  Zgodnie z umową dodaje nowy rozdział tydzień później i tak już zapewne zostanie na stałe :D Chyba mamy przełamanie u Tomka i Rachel, ale zobaczymy... Niebawem powinna się też pojawić nowa część u Tomka i Kuby także wypatrujcie ;) Całuję i do zobaczenia ;*

niedziela, 26 kwietnia 2020

Cztwarty


Siedziałeś z pociągniętymi pod brodę kolanami na łóżku, wpatrując się pustym wzrokiem w widniejące za oknem połyskujące gwiazdy na grafitowym niebie. W twojej głowie niczym mantra rozbrzmiewały słowa Jakuba Kochanowskiego, twojego najlepszego przyjaciela, wypowiedziane w krakowskim lokalu. Prychnąłeś pod nosem, kręcąc stanowczo głową nad ich sensem. Przecież środkowy nie mógł mieć racji. Nadal byłeś tym samym Tomkiem Fornalem. Może nieco wredniejszym i wyszydzającym, ale nadal nim. Chodź czy gdybyś nim był traktowałbyś w ten sposób swoją matkę? W jej błękitnych tęczówkach tliło się takie przerażenie jakiego jeszcze nigdy w nich nie zauważyłeś. Po ich powierzchni rozlewało się niedowierzanie, a na ich zapleczu wyłapać można było cząstkę bólu, jaki jej sprawiłeś zachowując się w ten sposób. Zatopiłeś smukłe palce w ciemnych, gęstych włosach i odgarnąłeś je do tyłu, wypuszczając głośno powietrze. Blondyn naprawdę mógł mieć rację. Nie chciałeś jednak tego przed sobą przyznać. Z refleksji skutecznie wynurzył cię dzwonek rozbrzmiewający po wnętrzu domu. Pośpiesznie zeskoczyłeś z materaca i pokonałeś schody, aby kilka sekund później rozwierać drzwi przed brunetem. Michał pokiwał z uznaniem nad rozmieszczeniem przekąsek na stole w salonie i pomógł ci przygotować alkohol, informując, którzy zawodnicy radomskiego klubu są już w drodze.

-Jak noga?-rzucił, opadając na sofę i wyciągając nogi przed siebie.

-Po rehabilitacji ciut lepiej.-odparłeś, zajmując miejsce obok niego.-Czyli Rybicki z Kają powinni niebawem być?-zerknąłeś przelotnie na jego twarz.

-Yhym.-mruknął pod nosem atakujący.-Co ty jakiś taki nie w humorze?

-Powiedzmy, że małe spięcie rodzinne i pasożyt w domu.-posłałeś mu blady uśmiech.

-Że co? Ktoś z wami mieszka?-źrenice jego oczu momentalnie się poszerzyły.

-Nie wnikaj.-uciąłeś temat.- Dowiesz się w swoim czasie.

Zaledwie godzinę później po obszernym salonie z masywnych głośników rozstawionych na podłożu wydobywały się głośne brzmienia rozmaitych utworów, które wkupiły się w twoje łaski lub gusta twoich przyjaciół. Nieudolnie bujałeś się w rytm muzyki, lecz z kontuzjowaną kończyną nie było to wcale takie proste i nie przypominało efektu, który osiągałeś na parkiecie w pełnej sprawności. Tak bardzo skupiłeś się na rozmowie skąpanej sporą ilością śmiechu z Kubą i towarzyszącą mu blondynką, że nie zauważyłeś zniknięcia twojego przyjaciela. Nie miałeś pojęcia jakie kłopoty to zwiastowało. Dopiero po dłuższym dystansie czasowym omiotłeś wzrokiem otoczenie i zmarszczyłeś brwi, nie dostrzegając w nim masywnej postury bruneta. Podrapałeś się zdezorientowany po głowie i zdecydowałeś się wybadać piętro, gdyż może skusił się na zajrzenie do twojego lokum. Twoja intuicja cię nie zawiodła. Znajdował się w pokoju, ale niekoniecznie twoim. Okupywał lokum McKazie. Za nim naparłeś dłonią na klamkę drzwi, za którymi kryło się owe pomieszczenie przystanąłeś przed nimi zmrożony, bowiem z jego wnętrza dotarły do ciebie błagania wydobywające się z ust blondynki przeplatane piskami, których nie było możliwości usłyszeć na parterze przy tak dużym stężeniu decybeli roznoszących się po wnętrzu twojego rodzinnego domu. Z impetem pchnąłeś drzwi i wtargnąłeś do środka, przystając sparaliżowany w progu. Filip był tak zajęty twoją nową współlokatorką, że nawet nie odnotował twojego przybycia. Twoje uszy odurzył przeraźliwy krzyk wydobywający się z jej krtani, a siwe, błękitne tęczówki zarejestrowały przerażenie bijące z jej szarych oczu. Musiałeś zainterweniować. Nie mogłeś stać i podziwiać jak twój przyjaciel dobierał się do Amerykanki, starając się zedrzeć z niej spodnie.  Momentalnie stawiłeś się za jego plecami i chwyciłeś za barki, wkładając w to maksymalne pokłady twojej siły. Odciągnąłeś go od licealistki, sprawiając, że wylądował z hukiem na podłodze. Cieszyłeś się z tego, bowiem oceniałeś swoje szansę przy jego masie mięśniowej na błahe, jednak twoja próba skończyła się sukcesywnie. 

-Pojebało cię, Michał?!-wydarłeś się na niego, używając przy tym najgłośniejszego tonu na jaki cię było stać.

-Chciałem tylko poznać twoją nową domowniczkę.-oświadczył atakujący, uśmiechając się perfidnie.

Spojrzałeś na niego z niedowierzaniem. Nie docierało do niego, że postąpił karygodnie. Co najlepsze może gdyby cię tu nie było kontynuowałby swoje działania. Pokręciłeś zszokowany głową nad jego postawą. Chwyciłeś go pięścią za skrawek koszulki i zataszczyłeś na sam parter, pozwalając mu po drodze do drzwi zgarnąć kurtkę, a następnie go za nimi umieściłeś. 

-To co zrobiłeś nie mieści mi się w głowie! Co cię napadło, Filip?!-przystanąłeś naprzeciw niego, oczekując wyjaśnień.

-Nie znam słowa „nie”. Żadna mi się nie opiera, a ta to zrobiła, więc sam chciałem sobie wziąć, co mi się należy.-wzruszył ramionami Michał, jakby to była naturalna oczywistość.

-Boże.-wydusiłeś z siebie po jego wyznaniu.-Lepiej już wracaj do domu.

Prychnął jedynie na twoje słowa, ale posłusznie okręcił się na pięcie i wykonał telefon w celu zamówienia taksówki, bowiem ilość spożytego przez niego alkoholu zdecydowanie nie zezwalało mu na prowadzenie samochodu. Pozostawiłeś go samego, choć przyjaciół nie powinno się tak traktować, ale teraz zdałeś sobie sprawę, że może tak naprawdę go nie znasz. Może coś przyćmiło ci ujrzenie jego prawdziwego oblicza, a może to był jednorazowy przypadek? Pokręciłeś głową, aby uciszyć natłok myśli atakujący twój umysł i wkroczyłeś do budynku. Ponownie stawiłeś się w pokoju Rachel, aby wybadać jej stan psychiczny oraz fizyczny. Spoczywała na łóżku wsparta plecami o ścianę z podciągniętymi pod brodę kolanami, które obejmowała ramionami. Tępo wpatrywała się w bliżej nieokreślony punkt przed sobą, próbując pozbierać myśli. 

-Rachel, zrobił ci coś?-przykucnąłeś przy jej posłaniu utkwiwszy w niej wzrok. 

Pokręciła głową, podnosząc na ciebie spojrzenie. W jej stalowych tęczówkach królowało skołowanie i chaos, który zapewne pragnęła okiełzać, ale nie potrafiła. Do ciebie także nie docierało co uczynił 24-latek.  Może i była jaka była. Nie przepadaliście za sobą, ale musiałeś jej pomóc. Nie mogłeś pozwolić, aby twój przyjaciel ją skrzywdził. 

-Na szczęście przyszedłeś w porę.-wydusiła z siebie zciszonym głosem ze skrawkiem roztrzęsienia w jego brzmieniu. –Bo gdyby nie to, to wolę nie myśleć co by się mogło stać.-dodała szeptem, spuszczając głowę.- Dziękuję, Tomek.

-Daj spokój.-odparłeś.- Już dobrze.-potarłeś przelotnie jej ramiona, chcąc okazać jej trochę wsparcia i dać odczuć, że jest już bezpieczna. 

-Nie przejmuj się mną i wracaj na dół.-posłała ci znikomy uśmiech.-Najgorsze już za mną.

Skinąłeś głową, podrywając się z podłogi. Przymknąłeś za sobą drzwi i posłusznie udałeś się do salonu. Napotkałeś na sobie kilka pytających par oczu i westchnąłeś głośno. Opadłeś na kanapę i przejechałeś skołowany dłonią po twarzy. 

-Mogę wam zaufać?-skierowałeś zapytanie do zebranych w salonie gości.

-Się głupio pytasz.-odparł Huber, spoglądając na niego z politowaniem. 

-Michał…Próbował zgwałcić Rachel, która jest na wymianie w liceum mojej mamy i mieszka z nami. Dlatego go właśnie wyjebałem.-wyjaśniłeś mającą kilkanaście minut temu miejsce sytuację.

Mogłeś przebierać w zszokowanych twarzach przyjaciół i kolegów z radomskiego zespołu oraz ich partnerkach. Z wielu ust padło ciche westchnięcie lub siarczysta wiązanka przekleństw, a jeszcze inni reagowali zajęciem miejsca na przestronnej kanapie. Nikt nie spodziewał się takiego zachowania, posunięcia po Michale. Jedyne co ci pozostało to zapomnieć o tym wydarzeniu  i sprawić by nie dotarło ono do twoich domowników, bowiem już oczami wyobraźni odtwarzałeś obraz oburzonej nauczycielki, która wyciągała by ci argumenty niczym asy z rękawa, abyś odsunął się od podchodzącego z Rzeszowa siatkarza i porzucił go w diabły. Może i miałaby wtedy rację, ale nie chciałeś się o tym przekonać. Sięgnąłeś po szklankę wypełnioną rozmaitymi barwami, za które odpowiadałeś, mieszając różnorakie napoje ze sobą, aby smak wódki był jak najbardziej skryty dla kubków smakowych. Wniosłeś naczynie ku górze i zażądałeś toastu. 

-Za zdrowie, Tyfusa.-zaśmiał się Rybicki, a ty zmroziłeś go jedynie lodowatym spojrzeniem, aby zaraz później wraz z towarzystwem wybuchnąć głośnym śmiechem. 



~*~

Hejka! ^^
Miałam się tu pojawić dopiero po zakończeniu Bartka, ale tak morduje się z epilogiem, że nie wiem ile mi to jeszcze zajmie, ale jutro kontynuuje proces pisania, który jest w toku od kilku dni :D Także tutaj startujemy już na dobre i pytanie czy chcecie rozdziały raz w tygodniu w weekend czy może częściej? Na razie mam kilka części do przodu, ale później nie wiem jak będzie z tempem tworzenia :P Wybaczcie mi to co uczyniłam tu z Michałem, ale taki niecny plan zrodził się w mojej głowie i musiałam to wykorzystać XD Całuję i do zobaczenia niebawem! ;*

sobota, 7 marca 2020

Trzeci

Tułałeś się zatłoczonymi uliczkami rodzinnego miasta, zmierzając w kierunku doskonale znanego ci budynku. Pamiętałeś jak wpadałeś tutaj codziennie zdyszany, biegnąc prosto z podstawówki po zakończeniu lekcji do pokoju nauczycieli wychowania fizycznego, aby zapytać rodzicielki co szykuje na obiad. Profesorzy zebrani wówczas w pomieszczeniu zanosili się głośnym śmiechem, spoglądając na ciebie wpatrzonego w matkę błękitnymi oczami i oczekującego niecierpliwie odpowiedzi, kiedy tupałeś nogą. Kobieta natomiast kręciła z niedowierzaniem głową i przykucała naprzeciwko ciebie, dzieląc się z tobą swoimi planami odnośnie wspólnego rodzinnego posiłku i posyłając pełen ciepła uśmiech. Wzniosłeś nikle kąciki ust na to wspomnienie, powracając do wiru rzeczywistości. Tak jak zakomunikowałeś blondynce przed odejściem spoczywała tuż obok wejścia do szkoły i oczekiwała na twoje przybycie. Przejąłeś od nią napakowaną intensywnie torbę i wskazałeś dłonią lokal, gdzie wraz z Jankiem zabierał was ojciec po każdym udanym treningu. Dziewczyna skinęła jedynie głową i powędrowała w zalecanym przez ciebie kierunku, podskakując energicznie. Zmarszczyłeś brwi, śledząc jej poczynania i doszedłeś do wniosku, że to pewnie efekty udanego dnia w szkole. Wzruszyłeś jedynie ramionami do swoich myśli i rozwarłeś przed nią drzwi, przepuszczając ją przodem. Blondynka posłała ci wdzięczny uśmiech i zajęła miejsce przy jednym ze stolików obsadzonych przy oknie. Po zawieszeniu kurtki na wieszaku oraz odebrania od niej nakrycia wierzchniego dołączyłeś do niej i lustrowałeś wzrokiem ciemnobrązową kartę menu. Było to jednak zbędę, gdyż propozycje napoi tej kawiarni znałeś na pamięć, ale robiłeś to, aby uniknąć rozmowy z dziewczyną czy choćby nie napotkać się na jej świdrujący wzrok.
-Zapewne nie jesteś tu pierwszy raz, więc co byś mi polecił?-uniosła pytająco brew Amerykanka, uśmiechając się do ciebie przyjaźnie.
Nie podobało ci się to, że była taka cukierkowa. Cały czas promieniowała radością i ciężko było zatrzeć z jej ust choćby delikatny uśmiech, który widniał na nich prawie cały czas. Irytowała cię swoim stylem bycia. Prychnąłeś do swoich myśli, jednocześnie obiecując sobie, że dzisiejszego dnia będziesz dla niej wyjątkowo miły. 
-Proponuję gorącą czekoladą z podwójną pianka i cynamonową posypką.-puściłeś jej oczko.-Tyle kilogramów przez to się na treningu spalało.-zaśmiałeś się. 
Zawtórowała ci i przywołała do waszego stolika kelnerkę, która ciebie już doskonale znała. W końcu tyle lat wierny byłeś temu lokalowi, że nie było innego wyjścia. Posłałeś jej łagodny uśmiech, recytując zamówienie. Kobieta przyodziana w charakterystyczny barwami dla tego miejsca fartuszek skinęła jedynie głową. Gdy odeszła Rachel wykonała zamyśloną minę i poruszyła temat zapłaty. Pokręciłeś stanowczo głową, upierając się, że to ty pokryjesz koszty wizyty w kawiarence. Początkowo splotła ramiona na klatce piersiowej i nie dała ci dojść do słowa, ale po jakimś czasie kiwnęła delikatnie głową, przystając na takie warunki. Omiatała zaintrygowanym wzrokiem wnętrze budynku, a w jej stalowych tęczówkach dostrzec można było zachwyt. Zapewne w kraju jej pochodzenia takie lokale wyglądały zupełnie inaczej. W końcu przełamaliście pierwsze lody i jako pierwsze odezwała się blondynka. Odpowiedziałeś wyczerpująco na jej pytanie odnośnie początku twojej przygody z siatkówką, bawiąc się ciemną podkładką spoczywająca na blacie stołu i odbiłeś piłeczek, kierując zapytanie o jej pasję. Wtedy rozpoczęła się jej opowieść o najlepszych książkach jakie w życiu przeczytała i jakie ci rekomendowała. Później rozmowa potoczyła się na inne tory, tematy bardziej błahostkę. Za pomocą łyżeczki nabrałeś bitą śmietanę i wpakowałeś ją sobie do ust, nie spuszczając wzroku z twojej towarzyszki, która teraz przytaczała ci losy swojej rodziny. Ta roześmiała się cicho, gdy biała substancja ubrudziła ci kąciki ust. Pośpiesznie otarłeś je serwetką i zatopiłeś wargi w ostatkach pianki oraz gorącej cieczy, która wypełniła każdą komórkę twojego ciała. Po mimo sceptycznego nastawienia do osoby Amerykanki to październikowe popołudnie mijało ci całkiem miło. 
-Dlaczego przyleciałaś akurat do Krakowa? Miałaś oferty z innych polskich miast?-podniosłeś na nią wzrok z pod opróżnionego kubka.
-Miałam.-skinęła głową.-Twoja mama zapewniła mnie, że na pewno odnajdę z tobą i twoim bratem wspólny język, a Kraków przypadnie mi do gustu. Naprawdę cieszę się, że mnie tutaj zabrałeś i mogliśmy się lepiej poznać.-oświadczyła zadowolona, dopijając ostatek swojej czekolady. 
-Pewnie masz sporo nauki… Może będziemy się już zbierać?-poderwałeś się delikatnie z miejsca, aby udać się po wasze kurtki.
Dziewczyna przyznała ci rację i także dźwignęła się z mini kanapy. Pomogłeś jej ubrać kurtkę i oboje opuściliście lokal. Drogę powrotną przemierzaliście w ciszy, pogrążeni w swoich myślach. Taka opcja niezmiernie ci odpowiadała. 

***
Upływały kolejne dni pobytu blondynki w twoim rodzinnym domu. Po waszym przyjemnym spotkaniu w lokalu nieopodal liceum twojej rodzicielki nie pozostało już śladu. Mijając cudzoziemkę w korytarzu dzielonego z nią piętra czy choćby w innym pomieszczeniu mroziłeś ją lodowatym wzrokiem i jak najszybciej zaszywałeś się w swoim lokum. Ona także zmieniła co do ciebie swoje nastawienie.  Dzisiejszego dnia odbyć się miała w krakowskim domu domówka, której pomysłodawcą byłeś oczywiście ty, a poparcie twojej idei przez Filipa zaowocowało jej urządzeniem. Przerzuciłeś przez ramie strój przygotowany specjalnie na tą okazję i skierowałeś się w stronę łazienki, nucąc pod nosem jedną ze słuchanych ostatnio piosenek. Nacisnąłeś na klamkę drzwi od tego właśnie pomieszczenia i wparowałeś do środka. Wtem usłyszałeś drażniący twoje uszy przenikliwy pisk. Zwróciłeś głowę w kierunku jego źródła i ujrzałeś przed sobą drobną sylwetkę dziewczyny odwróconą ku tobie tyłem i zamazaną za pomocą zasłony prysznicowej. Pozostawiłeś swoje rzeczy na pralce i ewakuowałeś się z pomieszczenia dla swojego dobra.
-Fornal!- ryknęła rozwścieczona do granic możliwości blondynka.
Wykonałeś zwycięski gest dłonią i uśmiechnąłeś się cwanie pod nosem. Doskonale zdawałeś sobie sprawę, że Rachel znajduje się teraz pod prysznicem. Zrobiłeś to celowo. Chciałeś uprzykrzyć jej życie po raz kolejny i ponownie byłeś z siebie niebywale zadowolony. Zjawiłeś się w kuchni na parterze, ignorując karcące spojrzenie rodzicielki i wyciągnąłeś z lodówki potrzebne składniki do wykonania kanapek. 
-Tomek, ja dłużej nie będę tego tolerować.-wypowiedziała stanowczo wuefistka, zatrzaskując ci przed nosem drzwi lodówki. 
-W takim razie ją wyrzuć.-prychnąłeś pod nosem, maszcząc kromkę chleba.
-Ty sobie chyba żartujesz, dzieciaku!-kobieta nie kryła oburzenia twoimi słowami.-Przypominam ci, że żyjesz pod moim dachem i masz się dostosować do moich warunków.-wbiła palec pomiędzy twoje żebra.
-Bo co?-spojrzałeś jej odważnie w niemalże identyczne tęczówki jak twoje. –Wyrzucisz mnie?-na twoje usta wpłynął perfidny uśmiech.- Oboje dobrze wiemy, że tego nie zrobisz. – dodałeś pewnie.
-Nie poznaję cię, synu…-mierzyła cię wzrokiem pełnym niedowierzania, a w pewnym też stopniu przerażenia.
-Proszę cię, daruj sobie.- wzniosłeś dłonie w geście protestu.-Nie baw się w Kochanowskiego.
-Czyli on też zauważył twoją zmianę?-mruknęła bardziej do siebie niż ciebie.

Zignorowałeś słowa opuszczające jej usta i z talerzykiem pełnym kanapek wspiąłeś na drugie piętro. Minąłeś po drodze odzianą w piżamę blondynkę i celowo trąciłeś jej ramie, wpadając w nią. Posłała ci jedynie pełne gniewu spojrzenie i zniknęła za drzwiami swojego tymczasowego pokoju.  
~
Hello!
To opowiadanie miało na dobre ruszyć dopiero po zakończeniu FIlipiaka i tak też się stanie, ale z racji mojej długiej nieobecności na Bartku w ramach rekompensaty wrzucam Wam po za nowym rozdziałem na Filipiaku też nowy odcinek tutaj ;) Zasługujecie na t o! <3 Jak widać opłaca się u mnie cierpliwie czekać :D Tomek nadal się buntuje, Rachel traci cierpliwość :P Jak to się dalej potoczy? Dowiecie się dopiero za jakiś czas haha :D Wiem, jestem okrutna, ale najpierw czas zakończyć Barteczka :D Całuję i do zobaczenia! ;*

piątek, 4 października 2019

Drugi




Pojawiłeś się na parterze i zawitałeś do kuchni tętniącej o tej porze życiem. Podziwiałeś jak twoja rodzicielka dokłada kolejne kanapki na tacki oraz w zawrotnym tempie zalewa kubki wrzącą wodą. Zaciągnąłeś się aromatycznym zapachem kawy i poczułeś głód atakujący twój żołądek na widok smakołyków wypełniających stół. Plusem przebywania w rodzinnym domu niewątpliwie było to, że nie musiałeś sam przygotowywać sobie posiłków. A ich jakość w porównaniu z tą gospodyni domu była nieporównywalna. Dobry humor zapukał do twoich drzwi, ale kiedy zapragnąłeś je otworzyć  i pociągnąłeś za ich klamkę, przy kuchennym stole spostrzegłeś sylwetkę blondynki przeglądającą zawartość Instagrama oraz zajadającą się sałatką. Omiotłeś ją chłodnym spojrzeniem i zauważyłeś jak wuefistka przewróciła oczami, wyłapując doskonale ten gest. Wzruszyłeś jedynie ramionami, spoglądając na nią z obojętnością i musnąłeś ustami jej policzek w podziękowaniu po otrzymaniu od niej ulubionego kubka z zawartością ukochanego napoju. Opadłeś na wolne miejsce  przy blacie stołu i westchnąłeś głośno, gdyż nie zdążyłeś nawet otworzyć ust i zaprotestować, kiedy pani domu ułożyła przed tobą kanapki. Popatrzyłeś na nią, kręcąc z niedowierzaniem głową i skinąłeś głową wdzięcznie.

— Tomek, mam nadzieję, że oprowadzisz Rachel po mieście i szkole, bo ja muszę już zmykać a tata ma coś do załatwienia na mieście. —rzekła starsza kobieta popijająca kawę.

Na jej słowa zachłysnąłeś się swoją czarną jak smoła. Janek siedzący obok uderzył w twoje plecy zamaszyście, kręcąc z dezaprobatą głową, a ty podziękowałeś mu nikłym uśmiechem. Otarłeś wilgotne obszary pod oczami i zmierzyłeś wzrokiem Amerykankę, która zadarła głowę z nad ekranu komórki i przyglądała się tej sytuacji. Posłała ci subtelny uśmiech i odeszła od stołu. Zdezorientowany zmarszczyłeś brwi. Nie pojmowałeś jej zachowania. Bijącą od ciebie awersję względem jej pobytu w rodzinnym domu dało dostrzec się gołym okiem, a ona wydawała się być niewzruszona tym faktem i jeszcze posyłała ci takie przyjazne gesty. Totalnie jej nie rozumiałeś.

—A Janek? —zapytałeś z nadzieją.

—Mam trening kaleko. —odparł blondyn, zanosząc talerzyk do zmywarki i wystawiając ci język. — Po za tym jesteś jedynym singlem w tym domu. Może czas to zmienić? —poruszył porozumiewawczo brwiami.

—Radzę się przymknąć, braciszku. —syknąłeś przez zaciśnięte zęby. Byłeś oburzony, że w ogóle pomyślał, że ciebie i McKenzie może coś połączyć. Przecież to nie miało racji bytu. Zawsze pragnąłeś, aby twoją partnerką była piękna rodaczka. Nie wchodziła w grę żadna cudzoziemka. Nawet jeśli była urodziwa. —Jak ja mam się przemieszczać w tym czymś? —wskazałeś dłonią na stabilizator.

—Rachel na pewno ci pomoże. —powiedziała z lekkim uśmiechem kobieta.

—Bez łaski. —burknąłeś.

Zirytowany przerzuciłeś oczami i zatopiłeś usta w gorącej cieczy. Mruknąłeś, kiedy napój dotarł do twoich kubków smakowych, zalewając je przyjemnym posmakiem. Niesamowicie wzburzył cię fakt, że nie dość, że znosiłeś osobę nastolatki pod jednym dachem to jeszcze zostałeś mianowany jej niańką na dzisiejszy dzień. Klubowy lekarz nakazał ci odpoczywać i wykonywać jak najmniejszy zasób ruchów, a ty miałeś dzisiaj za zadanie pokazać 18-latce zakamarki Krakowa i nie sposób było przetłumaczyć twojej matce, że nie powinieneś nadwyrężać stopy. Westchnąłeś głośno i zgarnąłeś z wieszaka w małym korytarzu czarną, skórzaną kurtkę. Opierałeś się o framugę drzwi i oczekiwałeś aż blondynka się ubierze. W końcu mimo wszystko rozwarłeś przed nią drzwi i wypuściłeś przed siebie. Skinęła głowę w geście podziękowania i przez dłuższą chwilę w ciszy stąpała obok ciebie, będąc zapatrzona w krajobraz miasta, do którego centrum powoli wkraczaliście. Po dłuższym odcinku drogi zagaiła do ciebie, abyś nieco opowiedział jej o dawnej stolicy Polski i badała uważnym wzrokiem twoją twarz, wsłuchując się w twoje słowa. Postanowiłeś być dla niej miły, ale od jutra okres ulgowy miał się zakończyć. W końcu po kilkunastominutowej przejażdżce MPK dotarliście pod mury liceum, w którym twoja rodzicielka wpajała młodzieży zamiłowanie do sportu. McKenzie podziękowała ci za zaprowadzenie i zniknęła za drzwiami wejściowymi.


***


Wzniosłeś nikle kąciki ust, gdy wykonane z jasnego drewna drzwi zostały przymknięte przez środkowego. Przystanął na chwilę, aby odnaleźć stolik, przy którym spoczywałeś i zagłębił się we wnętrzu twojej ulubionej krakowskiej restauracji. Przybiłeś wraz z nim piątkę na przywitanie i otrzymałeś od niego szeroki, promienny uśmiech będący w stanie powalić na kolana każdą przedstawicielkę płci pięknej. Wzniósł wzrok z nad karty menu na twoją twarz i z zmartwieniem w oczach zapytał o twoją kontuzjowaną kostkę. Mimowolnie wzniosłeś kącik ust na przejaw troski z jego strony i opowiedziałeś o tym co przekazał ci lekarz z szeregów twojej drużyny. Blondyn westchnął głośno na twoje słowa i zmierzył dłonią włosy. Posiłek dostarczony przez kelnerkę kilka minut później spożytkowaliście w grobowej wręcz ciszy, ale tuż po jego pochłonięciu podzieliłeś się z przyjacielem wydarzeniami z dnia wczorajszego.

—Ładna? —mruknął Kochanowski, układając twarz na dłoni i uśmiechając się porozumiewawczo pod nosem.

Wywróciłeś oczami na jego pytanie i westchnąłeś głośno, wpatrując w niego pobłażliwie. Dlaczego wszyscy zwracali uwagę na jej urodę i od razu sugerowali wam zostanie parą? Przecież tutaj liczył się fakt, że niezmiernie cię jej obecność w domu irytowała.

—No owszem. —rzuciłeś, bawiąc się szklanką soku pomarańczowego.
—To w czym problem? —spojrzał na ciebie z niezrozumieniem.

—Kuba. —jęknąłeś błagalnie zawiedzony postawą zawodnika bełchatowskiego klubu. —To nie o to tu chodzi. Tylko o to, że niezmiernie mnie sobą denerwuje. —dodałeś.

—Co takiego zrobiła? —uniósł pytająco brew, popijając wodę.

—No w sumie nic, ale…—nie miałeś pojęcia jak miałeś mu to wytłumaczyć.

—Wiesz co, Tytus? Mam wrażenie, że się zmieniłeś. Laska nic ci nie zrobiła, ale cię drażni sobą.

—Po prostu…

—Po prostu, co? Nie masz się do czego przyczepić to cię denerwuje, tak? No tak, przecież przy Filipie non stop uczysz się wyłapywania wtop u ludzi i szydzenia z nich ile popadnie. —warknął podirytowany.

—Kochan, co cię ugryzło? —skołowany jego słowami zmarszczyłeś brwi.

—Nic, po prostu widzę jak upadasz na dno z tym kretynem, ale ty zdajesz się tego nie dostrzegać. —odchylił się do tyłu i zacisnął powieki, próbując się uspokoić.

Rozchylałeś już usta, aby coś powiedzieć, ale ostatecznie słowa nie opuściły twoich ust, gdyż blondyn poderwał się z miejsca i jedyne co ci pozostało to skrzywić się znacznie na jego solidne uderzenie drzwiami o futrynę.

~
Hello! ^^
Jak mówiłam ze mną to nigdy nic nie wiadomo i pomyślałam, że wrzucę Wam tą część, gdyż zostałam miło przyjęta oraz myślę, że to świetny sposób na poprawę humoru, a może bardziej osłodę po porażce z Amerykanami :D Uwielbiam oglądać mecze z USA, ale też nienawidzę tej niepewności i strachu jakie niesie ze sobą spotkanie z nimi :/ Macie podobnie? :D Tomek nadal nie przepada za Rachel, a Janek chyba chcę zginąć śmiercią tragiczną haha ^^ No i jeszcze Kuba dołożył od siebie trzy grosze.. Powiem Wam, że lubię ten rozdział :3 Jakoś ma taki swój klimat. Po mimo, że 8 rozdziałów mam już na laptopie napisane to nie spodziewajcie się kolejnej części szybko, bo musze się skupić na obecnych historiach, ale może kiedyś czasem coś tu wrzucę, aby wynagrodzić brak rozdziałów na wcześniejszych historiach, zobaczymy ^^ Całuję i do zobaczenia w niedzielę na Filipiaku! ;*

piątek, 27 września 2019

Pierwszy


Omiotłeś wzrokiem znajome wnętrze i westchnąłeś głośno, gdyż w najbliżej przyszłości miałeś zawitać tutaj dopiero w drugiej połowie grudnia, aby celebrować wraz z domownikami ukochane przez rodaków święta Bożego Narodzenia. Tymczasem pojawiłeś się tu ledwo po rozpoczęciu męskich ligowych rozgrywek siatkarskich. Nie mieściło ci się w głowie, że już podczas drugiej kolejki rywalizacji na boiskach Plusligi nabawisz się urazu. Przed oczami ciągle migotała ci zaniepokojona twarz środkowego, który wypytywał cię ze strachem w głosie o wszelkie rzeczy odnośnie kontuzji oraz jego wypełnione troską czekoladowe tęczówki, które badawczo przyglądały się uszkodzonej kończynie. Przymknąłeś za sobą drzwi za pomocą kuli i powoli zameldowałeś się w salonie, opadając na usytuowaną w nim sofę. Jęknąłeś przeciągle, gdy fala przeszywającego bólu zaatakowała twoją kostkę. Instynktownie zacisnąłeś powieki i zęby.  Otworzyłeś oczy, gdy po pomieszczeniu rozniósł się huk zatrzaskiwanych drzwi. Twoja rodzicielka ułożyła na jasnych panelach sporych rozmiarów torbę sportową i oddelegowała do udania się po walizkę starszego syna. Blondyn zerknął przelotnie na twoją usztywnioną w stabilizatorze kostkę i skrzywił się na twarzy, kręcąc z dezaprobatą głową.

     —Paskudnie to wygląda.—skwitował, spoglądając na ciebie ze współczuciem.

     —Dzięki. Naprawdę umiesz zdołować człowieka, braciszku. —twój głos przesiąknięty był ironią.

     —Janek, nie dołuj go.—ułożyła dłoń na jego ramieniu blondynka, mówiąc błagalnie.

Mężczyzna skinął jedynie głową i powędrował po twój bagaż. Ty tym czasem wystukałeś na pilocie telewizora tekst, aby po chwili mieć przed sobą nagranie jak doszło do twojej kontuzji.  Skupiony śledziłeś każdy swój ruch. Wydawało ci się, że wszystko wyglądało jak zazwyczaj. Skrzywiłeś się, kiedy stopa wygięła się w niepospolity sposób przy lądowaniu na plac gry. Chwilę później przyglądałeś się temu jak spoczywasz na boisku, a twoją twarz wypełnia niesamowite cierpienie. Rozwierałeś usta i je przymykałeś, tamując krzyk, który chciał przebić ci się przez krtań. Kochanowski trzymał cię za rękę i starał wspierać w tym trudnym dla ciebie, dla sportowca momencie.

     —Wyłącz to w tej chwili! —stanowczy, kobiecy ton głosu dotarł do ciebie z kuchni.—Tomek, wiem, że ci ciężko, ale nie możesz się tak zadręczać. —opadła na wolne obok ciebie miejsce i potarła twoje ramię.

Popatrzyłeś jej głęboko w niemalże identyczne jak twoje tęczówki oczy i prawie niezauważalnie skinąłeś głową. Próba uśmiechu, na którą próbowałeś się wysilić i zakończyła się ona niepowodzeniem spowodowała, że kobieta przyciągnęła cię do siebie i otoczyła szczelnie ramionami. Ułożyłeś głowę na jej biuście i westchnąłeś głośno. Zapowiadał się najcięższy czas w twoim życiu. Otumanił cię zapach jej delikatnych, kwiatowych perfum, sprawiając, że przymknąłeś powieki i rozkoszowałeś się chwilą, kiedy  wplatała drobne palce w twoje ciemne włosy i przeczesywała je. Potrzebowałeś teraz bliskości, wsparcia najbliższych, czyli niezawodzącej cię nigdy rodziny. Zawsze byłeś z nimi silnie związany. Zżyty jednakowo z matką, ojcem czy bratem. Twoją chwilę słabości w ramionach wuefistki przerwał nagle harmider dochodzący z niewielkiego korytarza. Zmarszczyłeś brwi, słysząc amerykański akcent i konwersację toczoną w języku angielskim z twoim ojcem. Po chwili do wnętrza domu wtargnęła głowa rodziny oraz nieznajoma ci dziewczyna. Blondynka o oliwkowej cerze momentalnie przerwała wypowiadane właśnie zdanie do starszego mężczyzny i syciła stalowe tęczówki twoją sylwetką. Przyglądałeś się jej zaintrygowany, snując refleksje nad powodem znajdowania się jej w twoim rodzinnym domu. Jedyne czego byłeś pewny to fakt, że na pewno nie jest Polką. Ale nie przeszkadzało ci to by stwierdzić, że jest równie piękna co twoje rodaczki.

     —Hello. I’m Rachel.—podeszła do ciebie i wyciągnęła drobną dłoń w twoim kierunku, odsłaniając za pełnych ust śnieżnobiałe uzębienie.

     —Hi. I’m Tomek. —odparłeś z delikatnym uśmiechem, ściskając jej rękę.

Nim spostrzegłeś a przybyszka powędrowała schodami na piętro, przejmując część bagaży od byłego siatkarza. Snując wnioski na temat samej ilości jej rzeczy, które przytaszczyła do budynku zapowiadało się na to, że pozostanie tutaj na trochę dłużej. Nie podobało ci się to.

     —Kto to do cholery kurwa jest?! —warknąłeś w kierunku matki.

     —Tomek, spokojnie. —złapała cię za barki. —Rachel jest z wymiany i będzie u nas mieszkać do końca roku szkolnego.—oświadczyła ci blondynka.

     —Po moim trupie. —mruknąłeś pod nosem.

Zaprezentowałeś jej wylewnie swoje niezadowolenie, wykrzykując do niej dłuższą chwilę, że się na to nie zgadzasz, że potrzebujesz teraz spokoju, że żadna obca baba nie będzie się pałętać po twoim rodzinnym domu, ale na nic się zdały twoje zażalenia. Matka poinformowała cię, że to ona decyduje kto znajduje się pod jej dachem i opuściła, udając się w stronę drzwi, za którymi zniknęła cudzoziemka. Wszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami z całej siły, ukazując oznakę swojej frustracji. Po chwili usłyszałeś karcący cię ton rodzicielki w postaci wykrzyczenia twojego imienia. Miałeś to w głębokim poważaniu. Spocząłeś na materacu swojego łóżka i prychnąłeś pod nosem.

     —Zagwarantuję ci piekło, maleńka.—wypowiedziałeś pod nosem.

Po czym przyłożyłeś policzek do miękkiego, przytulnego materiału poduszki i wyczerpany podróżą z Radomia do dawnej stolicy Polski zasnąłeś.


~

Hello! ^^
Prezentuje Wam coś, co zrodziło się w mojej głowie ubiegłego lata, więc swoje odczekać musiało, lecz to tylko tak dla zachęty dodane, bo ta historia na dobre wystartuje po skończeniu trzech obecnych :D No chyba, że zmienię zdanie, co u mnie jest bardzo możliwe XD Ogólnie to łapcie naszego zbuntowanego Tomasza i miłą do bólu Rachel :D Dodałam to, bo ciężko mi się pisze obecne dzieła także to tak dla osłody :D Całuję i do zobaczenia ;*
PS: Dziękuję za okładkę @Czika_xXD<3